Sobotni piknik. Grupa znajomych.
Plaża, rzeka, słońce, pyszne jedzenie, wspaniała atmosfera.
Równolegle toczy się kilka krzyżujących się konwersacji.
Leo w nich nie uczestniczy. Zajęty jest rysowaniem.
W pewnym momencie, wszystkie rozmowy pauzują, i na kilka sekund tworzy się luka ciszy. 
W lukę niespodziewanie wbija się Leo, z drobnym pytaniem.
- A dlaczego Wielka Brytania wyszła z Unii?

Może ktoś wie?

9279fb3ab86950cf6ed3e4ba8f58642b.JPG


Leo bardzo czeka na dekaniulację.
Wizja braku rurki motywowała i motywuje go do walki.
Do dzielnego przetrwania dwóch operacji.
Do ćwiczenia spania w koszmarnej masce.

Leo wszystkim wkoło opowiada, że już wkrótce nie będzie miał tracheo,
że Glutojad będzie musiał zmienić żywiciela, żeby nie umrzeć z głodu.

Początkowo termin planowany był na czerwiec.
Żeby Leo wolny był już w wakacje.
Potem na lipiec. Niestety, dość mgliście.
Leorodzice cierpliwie czekali.
Aż nagle, w zeszły wtorek, zadzwonił telefon.
- Przyjedźcie pierwszego lipca!!!!

TO w końcu  się stanie.
Stanie się drugiego lipca.
To, na co wszyscy od pięciu i pół roku czekali.
Rurka zostanie wyjęta!!!
NA ZAWSZE!!!

Leorodzina oszalała ze szczęścia, ekscytacji i nerwów.
Leorodzice rozpoczęli procedury przygotowania Leo do zabiegu.
Fizyczne (sukcesywne zmienianie rurki na co raz mniejszą, żeby rana się obkurczyła)
i psychiczne, bo dekaniulacja, to początek nowego etapu w życiu.

Niestety, pierwotna Leoradość przemieniła się w paniczny leostrach,
który eksplodował na noc przed.
Leo co chwilę budził się z płaczem.
- Jak to będzie, w tym szpitalu?
- Czy rodzice z nim cały czas będą? (Niestety nie, synku, jest zakaz przebywania w nocy na OIOMIE)
- Jak wyjmuje się rurkę? (Normalnie, jak zawsze)
- Czy będzie bolało? (Nie)
- Czy to będzie operacja, jak w Uppsali? (Nie.)
- Czy będą zastrzyki ???(Pewnie pobiorą ci krew...).
Itd.

Szpitalny życiorys dał o sobie znać....

Na szczęście poranne słońce rozproszyło mroki Leolęku.
Leo wstał, spakował trzy atlasy, dwie książki do czytania, blok, 
kredki, trzy gry, Lokomotywę Pieskowatą (Pieska)  
i oznajmił, że jest gotowy.
Gotowy na szpital.
Gotowy na wyjęcie rurki.
Gotowy na nowe życie.

I wtedy zadzwonił telefon.
- Nie przyjeżdżajcie. Jednak Nie. Nie ma dla Was miejsca. Może w przyszłym tygodniu. A może jesienią....

Vox et praeterea nihil......

Kartka papieru, klikadziesiąt liter 
- zestaw taki potrafi wywrócić świat do góry nogami.

I już raz tak się stało.
Litery ułożyły się w słowa, a słowa w zdanie,
które wyznaczyło początek nowej epoki w życiu Leorodziców. 
"Stwierdzono mutację w obrębie genu PHOX2b".

A teraz znowu to się dzieje.
Leorodzice dzierżą w rękach kolejny świstek papieru,
wpatrują się w kolejne litery,
które wyznaczą kolejną cezurę w ich życiu.
Ten papier to skierowanie.
Dla Leo.
Do szpitala.
Do Centrum Zdrowia Dziecka.
Niedbałe znaki układają się w zwalniającą tamę łez sekwencję.
"Dekaniulacja".

To już bliżej niż dalej!!!!
Leorodzina czeka na wyznaczenie terminu.

0a5b6ac51ed20b7dc5d8f6dccf5e896e.JPG
Zaraz po publikacji poprzedniego wpisu, Leotata
(zapewne wiedziony ambicją) poddał się kolejnym oględzinom, 
podczas których Leomama odkryła u niego następne cztery klaszcze!
Pod lupę poszedł też Leo - jego  wynik skoczył o jedno oczko do góry.
Tym samym, liczba leorodzinych pasożytów osiągnęła liczbę DWADZIEŚCIA!!!

Sprawa wzbudziła wśród leoblogoczytelników dużo emocji.
Leorodzina pragnie zatem wszystkich uspokoić, że jest rozsądna (Leorodzina),
że konsultowała sprawę z kilkoma specjalistami
i że przez najbliższe miesiące będzie pod (własną) czujną obserwacją
a następnie podda się badaniom krwi, 
dzięki którym wiadomo będzie, czy antybiotyk jest konieczny.

I następnym razem lepiej się zabezpieczy ;-)

6c1cf7da936d72bc0190a3f0574ff80b.JPG




Za pięć sielskich godzin spędzonych na włóczeniu się po dzikiej puszczy
Leorodzina zapłaciła... piętnastoma opitymi leorodzinną krwią kleszczami.
W rankingu najsłabiej wypadł Leotata, który przyniósł do domu tylko trzy pasożyty.
Nieco lepiej poszło Leomamie - na swym ciele znalazła cztery pajęczaki.
Posiadając powyższe dane nietrudno policzyć, że ponad połowę rodzinnego żniwa zebrał Leo.
 
Niestety, z ośmiu Leokleszczy bezproblemowo dało się usunąć tylko siedem.
Jeden postanowił oddać głowę za to, żeby zostać. I dał się dekapitować.
Po kilkunastu minutach zabiegu, skóra wokół wbicia tak spuchła,
że Leomama zapakowała Leo (wraz z głową) do samochodu i ruszyła na pogotowie.
 
A na izbie przyjęć, to co zawsze...
Tłok, kolejka, płaczące dzieci, fruwające wirusy, pełzające bakterie, nerwowa atmosfera.
Taryfa ulgowa dla respiratorowo-tracheotomijnego dziecka, które nie może na owej izbie zasnąć
polegała na obietnicy, że w ciągu czterech godzin zostanie przyjęty.
- Bo tak czekalibyście jeszcze dłużej - poinformowała obojętnie pielęgniarka.
Godzina była 18.30.  Ryzykowna sprawa. 
 
Na szczęście, jak spod ziemi, wyrósł lekarz, który w jednym ze szpitali opiekował się niegdyś Leo.
- Tu Was jeszcze nie było !!!! - wykrzyknął i biorąc pod uwagę, że Leo na izbie spać nie może, 
za to może w każdej chwili przestać oddychać, potraktował go priorytetowo. 
 
Leo odwdzięczył mu się 
i ani drgnął przy wydłubywaniu igłą kleszczowego łba spod spuchniętej skóry
a podkreślić trzeba, że znajdował się ona w bardzo bolesnym miejscu.
 
Sezon letnich przygód uważamy za otwarty
i dziękujemy bardzo za pomoc!!!!

361c060b9027a60f707d99e71e29435c.JPG
 
Czy wiecie, co to za zadowolona z siebie postać z rozwianym włosem (świadczącym o nielada prędkości)
przemierza miasto na rowerze z pedałami?
I jak wyraźnie widać na obrazku, nikt roweru z tyłu nie podtrzymuje!!!!
:-)

0c618de0c4d955280f330554533e02c9.jpg

PS. Kask na obrazku został pominięty wyłącznie z powodów estetycznych, w realu nie ma zmiłuj  :)
- Tata, do jakiej największej liczby mogę policzyć?
- Nie ma największej liczby.
- ????????? Dlaczego nie ma????
- Liczby są nieskończone.

(...)

- Łeeeeeee... Dlaczego są nieskończone??? Nie chcę żeby były nieskończone....

Czarna rozpacz, lament i łzy.
Nie chce się nieskończoność zmieścić w Leowyobraźni...


14ea856890f3ca9f5e8b3888e63e2407.jpg

Duane Michals, Things Are Queer
- Leo, w pół do dziewiątej, idziemy spać.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Mam spotkanie.
- Co??
- Mam spotkanie piętnaście po dziewiątej.
- Co?!!!!
- Wrócę po dziesiątej.
- Jakie spotkanie?????!!!!
- Na ulicy Stawki.
- Z kim????????

I tu w odpowiedzi pada imię znajomego Leorodziców, z którym Leo widział się może z dwa, trzy razy,
i którego zna relatywnie słabo, jednak, jak widać, wystarczająco dobrze, 
żeby się z nim umawiać na dwudziestą pierwszą  na ulicy Stawki...

576d114bec8b45331f5a880058e937de.JPG
69b87ccec8165787cd08a26c1b736f73.JPG

Leomama w obiektywie Pana Leosia, czyli Leoart z okazji Dnia Matki ;)

2588a1f29a5457537507ee9ac7d4c00c.jpg
Praca została wykonana podczas warsztatu z tradycyjnych technik analogowych dla dzieci w Fundacji Profile,
i do 18 czerwca można ją oglądać na wystawie (wraz z kilkoma innymi Leofotografiami)!!!!
Więcej info: www.fundacjaprofile.pl

6d69e6ddc69946b950b87a9c35e687ed.JPG
c14c0fddfc3e33597af42b4d5dcf85cc.jpg

 fot. Fundacja Profile

Leo  siedzi w swoim pokoju i czyta książkę.
Jest podłączony do pulsoksymetru, oddycha samodzielnie.
Leomama pracuje w pokoju obok. Nagle, do jej uszu dobiega alarm.
- Zasnął !?  - zaniepokojona zrywa się z krzesła i biegnie do syna.


Leo jednak nie śpi.  Ciągle czyta.
Gdy wyczuwa obecność mamy, podnosi wzrok znad książki i oznajmia:
- Saturację mam 96, 97, 98, to tylko serduszko na chwilę przyspieszyło. Było 146. 
Saturacja jest cały czas w porządku. 
 
<3

6c0b03ad54fda89925874a76b7c2cb30.JPG