Zaraz po publikacji poprzedniego wpisu, Leotata
(zapewne wiedziony ambicją) poddał się kolejnym oględzinom, 
podczas których Leomama odkryła u niego następne cztery klaszcze!
Pod lupę poszedł też Leo - jego  wynik skoczył o jedno oczko do góry.
Tym samym, liczba leorodzinych pasożytów osiągnęła liczbę DWADZIEŚCIA!!!

Sprawa wzbudziła wśród leoblogoczytelników dużo emocji.
Leorodzina pragnie zatem wszystkich uspokoić, że jest rozsądna (Leorodzina),
że konsultowała sprawę z kilkoma specjalistami
i że przez najbliższe miesiące będzie pod (własną) czujną obserwacją
a następnie podda się badaniom krwi, 
dzięki którym wiadomo będzie, czy antybiotyk jest konieczny.

I następnym razem lepiej się zabezpieczy ;-)

6c1cf7da936d72bc0190a3f0574ff80b.JPG




Za pięć sielskich godzin spędzonych na włóczeniu się po dzikiej puszczy
Leorodzina zapłaciła... piętnastoma opitymi leorodzinną krwią kleszczami.
W rankingu najsłabiej wypadł Leotata, który przyniósł do domu tylko trzy pasożyty.
Nieco lepiej poszło Leomamie - na swym ciele znalazła cztery pajęczaki.
Posiadając powyższe dane nietrudno policzyć, że ponad połowę rodzinnego żniwa zebrał Leo.
 
Niestety, z ośmiu Leokleszczy bezproblemowo dało się usunąć tylko siedem.
Jeden postanowił oddać głowę za to, żeby zostać. I dał się dekapitować.
Po kilkunastu minutach zabiegu, skóra wokół wbicia tak spuchła,
że Leomama zapakowała Leo (wraz z głową) do samochodu i ruszyła na pogotowie.
 
A na izbie przyjęć, to co zawsze...
Tłok, kolejka, płaczące dzieci, fruwające wirusy, pełzające bakterie, nerwowa atmosfera.
Taryfa ulgowa dla respiratorowo-tracheotomijnego dziecka, które nie może na owej izbie zasnąć
polegała na obietnicy, że w ciągu czterech godzin zostanie przyjęty.
- Bo tak czekalibyście jeszcze dłużej - poinformowała obojętnie pielęgniarka.
Godzina była 18.30.  Ryzykowna sprawa. 
 
Na szczęście, jak spod ziemi, wyrósł lekarz, który w jednym ze szpitali opiekował się niegdyś Leo.
- Tu Was jeszcze nie było !!!! - wykrzyknął i biorąc pod uwagę, że Leo na izbie spać nie może, 
za to może w każdej chwili przestać oddychać, potraktował go priorytetowo. 
 
Leo odwdzięczył mu się 
i ani drgnął przy wydłubywaniu igłą kleszczowego łba spod spuchniętej skóry
a podkreślić trzeba, że znajdował się ona w bardzo bolesnym miejscu.
 
Sezon letnich przygód uważamy za otwarty
i dziękujemy bardzo za pomoc!!!!

361c060b9027a60f707d99e71e29435c.JPG
 
Czy wiecie, co to za zadowolona z siebie postać z rozwianym włosem (świadczącym o nielada prędkości)
przemierza miasto na rowerze z pedałami?
I jak wyraźnie widać na obrazku, nikt roweru z tyłu nie podtrzymuje!!!!
:-)

0c618de0c4d955280f330554533e02c9.jpg

PS. Kask na obrazku został pominięty wyłącznie z powodów estetycznych, w realu nie ma zmiłuj  :)
- Tata, do jakiej największej liczby mogę policzyć?
- Nie ma największej liczby.
- ????????? Dlaczego nie ma????
- Liczby są nieskończone.

(...)

- Łeeeeeee... Dlaczego są nieskończone??? Nie chcę żeby były nieskończone....

Czarna rozpacz, lament i łzy.
Nie chce się nieskończoność zmieścić w Leowyobraźni...


14ea856890f3ca9f5e8b3888e63e2407.jpg

Duane Michals, Things Are Queer
- Leo, w pół do dziewiątej, idziemy spać.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Mam spotkanie.
- Co??
- Mam spotkanie piętnaście po dziewiątej.
- Co?!!!!
- Wrócę po dziesiątej.
- Jakie spotkanie?????!!!!
- Na ulicy Stawki.
- Z kim????????

I tu w odpowiedzi pada imię znajomego Leorodziców, z którym Leo widział się może z dwa, trzy razy,
i którego zna relatywnie słabo, jednak, jak widać, wystarczająco dobrze, 
żeby się z nim umawiać na dwudziestą pierwszą  na ulicy Stawki...

576d114bec8b45331f5a880058e937de.JPG
69b87ccec8165787cd08a26c1b736f73.JPG

Leomama w obiektywie Pana Leosia, czyli Leoart z okazji Dnia Matki ;)

2588a1f29a5457537507ee9ac7d4c00c.jpg
Praca została wykonana podczas warsztatu z tradycyjnych technik analogowych dla dzieci w Fundacji Profile,
i do 18 czerwca można ją oglądać na wystawie (wraz z kilkoma innymi Leofotografiami)!!!!
Więcej info: www.fundacjaprofile.pl

6d69e6ddc69946b950b87a9c35e687ed.JPG
c14c0fddfc3e33597af42b4d5dcf85cc.jpg

 fot. Fundacja Profile

Leo  siedzi w swoim pokoju i czyta książkę.
Jest podłączony do pulsoksymetru, oddycha samodzielnie.
Leomama pracuje w pokoju obok. Nagle, do jej uszu dobiega alarm.
- Zasnął !?  - zaniepokojona zrywa się z krzesła i biegnie do syna.


Leo jednak nie śpi.  Ciągle czyta.
Gdy wyczuwa obecność mamy, podnosi wzrok znad książki i oznajmia:
- Saturację mam 96, 97, 98, to tylko serduszko na chwilę przyspieszyło. Było 146. 
Saturacja jest cały czas w porządku. 
 
<3

6c0b03ad54fda89925874a76b7c2cb30.JPG

 

 

Po całym dniu włóczenia się po mieście Leorodzina wylądowała na kolacji u przyjaciół.
Wykończony Leo nie doczekał deseru, miłość do spania wygrała z miłością do jedzenia;
w połowie drugiego dania odmaszerował na kanapę, dał się podłączyć do swoich sprzętów
...i tyle go wszyscy widzieli.
Leorodzice, uwolnieni od obowiązku odpowiadania na milion Leopytań, utonęli w konwersacji.
Ocknęli się o drugiej w nocy. 
- Jak to już druga?! Przed chwilą była jedenasta!!! Trzeba zamówić taksówkę!!! I jakoś go przenieść!
- Żeby się tylko nie obudził!!! Bo zrobi aferę i nie zaśnie do piątej!
- Bez sensu, bez sensu...
(...)
- To może nie jedźcie! - zaproponowała gospodyni - Jest wolny pokój, wolne łóżko.
Mam czyste szczoteczki do zębów dla gości...
 
Szczoteczki do zębów!
Szczoteczki, jako argument, żeby zostać!!!!
Zupełna nowość w życiu Leorodziny.
Przez ostatnie pięć i pół roku ciężar decyzji ulokowany był zupełnie gdzie indziej,
w sprzęcie innej wagi i innego kalibru.
Leorodzice musieli skrupulatnie planować każdy ruch, albo wracać, jak Kopciuszki,
zanim wyczerpie się bateria, albo zanim Leo zrobi się senny.
Byli zależni od prądu, przywiązani kablem do ściany, zmuszeni ładować baterię co kilka godzin. 
Niczego nie mogli zrobić bez przygotowania, nigdzie pójść bez dźwigania,
nigdzie zostać bez kilku toreb sprzętu.
 
Aż nagle okazało się, że to już za nimi.
Że teraz już mogą.
Mogą być elastyczni.
Mogą być spontaniczni.
Kabel się poluzował!!!!

Zostali, a jakże :)

75dfbd9ac8c34cfe075b07ed1a95ec92.JPG
- Leo, idę do sklepu kupić coś na kolację. Masz jakieś zamówienia?
- Warzywa.
- Warzywa? Jakie?
- Marchewkę, ogórka i sałatę.

Tego samego dnia mając wybór, aby pójść na lody lub świeżo wyciskany sok owocowy, wybrał sok.

Dla uspokojenia; czasem ma ochotę na coś słodkiego. 


1b22d8dde7218414c7cadbbc08cceb8a.JPG

Zachłyśnięta pejserową wolnością Leorodzina, zapomniała na chwilę o Leoblogu.
Bo kto by wybrał komputer, gdy alternatywą są podróże, góry, trekkingi, zwiedzanie?

Leo majówkę spędził bardzo aktywnie.
Było wspaniale, o niebo łatwiej niż dotychczas.
W zasadzie, było zupełnie normalnie.
Tak, jak być miało od samego początku!
Leo (z pomocą Leotaty) pokonywał sześciokilometrowe trasy górskie. Naprawdę trudne.
A gdy po kilku godzinach marszu, był zmęczony, kładł się i spał gdzie popadnie, na trawie, na ławce, w aucie.
Leorodzice nie musieli się stresować, tym, czym stresowali się przez ostatnie pięć i pół roku.
I nie musieli taszczyć ze sobą siedmiokilogramowego, nieporęcznego i delikatnego respiratora,
którego wydajność i tak była ograniczona do kilku godzin.
Mała czarna skrzynka w plecaku stała się kluczem do pokonania wielu nowych szlaków.
Nie tylko górskich. Bo dzięki skrzynce można się na przykład wcisnąć obok mamy na wąską kanapę i tam sobie zasnąć.
Udając małą myszkę.


db667df2480947947248fc0d66c9e19e.JPG