Leomama w obiektywie Pana Leosia, czyli Leoart z okazji Dnia Matki ;)

2588a1f29a5457537507ee9ac7d4c00c.jpg
Praca została wykonana podczas warsztatu z tradycyjnych technik analogowych dla dzieci w Fundacji Profile,
i do 18 czerwca można ją oglądać na wystawie (wraz z kilkoma innymi Leofotografiami)!!!!
Więcej info: www.fundacjaprofile.pl

6d69e6ddc69946b950b87a9c35e687ed.JPG
c14c0fddfc3e33597af42b4d5dcf85cc.jpg

 fot. Fundacja Profile

Leo  siedzi w swoim pokoju i czyta książkę.
Jest podłączony do pulsoksymetru, oddycha samodzielnie.
Leomama pracuje w pokoju obok. Nagle, do jej uszu dobiega alarm.
- Zasnął !?  - zaniepokojona zrywa się z krzesła i biegnie do syna.


Leo jednak nie śpi.  Ciągle czyta.
Gdy wyczuwa obecność mamy, podnosi wzrok znad książki i oznajmia:
- Saturację mam 96, 97, 98, to tylko serduszko na chwilę przyspieszyło. Było 146. 
Saturacja jest cały czas w porządku. 
 
<3

6c0b03ad54fda89925874a76b7c2cb30.JPG

 

 

Po całym dniu włóczenia się po mieście Leorodzina wylądowała na kolacji u przyjaciół.
Wykończony Leo nie doczekał deseru, miłość do spania wygrała z miłością do jedzenia;
w połowie drugiego dania odmaszerował na kanapę, dał się podłączyć do swoich sprzętów
...i tyle go wszyscy widzieli.
Leorodzice, uwolnieni od obowiązku odpowiadania na milion Leopytań, utonęli w konwersacji.
Ocknęli się o drugiej w nocy. 
- Jak to już druga?! Przed chwilą była jedenasta!!! Trzeba zamówić taksówkę!!! I jakoś go przenieść!
- Żeby się tylko nie obudził!!! Bo zrobi aferę i nie zaśnie do piątej!
- Bez sensu, bez sensu...
(...)
- To może nie jedźcie! - zaproponowała gospodyni - Jest wolny pokój, wolne łóżko.
Mam czyste szczoteczki do zębów dla gości...
 
Szczoteczki do zębów!
Szczoteczki, jako argument, żeby zostać!!!!
Zupełna nowość w życiu Leorodziny.
Przez ostatnie pięć i pół roku ciężar decyzji ulokowany był zupełnie gdzie indziej,
w sprzęcie innej wagi i innego kalibru.
Leorodzice musieli skrupulatnie planować każdy ruch, albo wracać, jak Kopciuszki,
zanim wyczerpie się bateria, albo zanim Leo zrobi się senny.
Byli zależni od prądu, przywiązani kablem do ściany, zmuszeni ładować baterię co kilka godzin. 
Niczego nie mogli zrobić bez przygotowania, nigdzie pójść bez dźwigania,
nigdzie zostać bez kilku toreb sprzętu.
 
Aż nagle okazało się, że to już za nimi.
Że teraz już mogą.
Mogą być elastyczni.
Mogą być spontaniczni.
Kabel się poluzował!!!!

Zostali, a jakże :)

75dfbd9ac8c34cfe075b07ed1a95ec92.JPG
- Leo, idę do sklepu kupić coś na kolację. Masz jakieś zamówienia?
- Warzywa.
- Warzywa? Jakie?
- Marchewkę, ogórka i sałatę.

Tego samego dnia mając wybór, aby pójść na lody lub świeżo wyciskany sok owocowy, wybrał sok.

Dla uspokojenia; czasem ma ochotę na coś słodkiego. 


1b22d8dde7218414c7cadbbc08cceb8a.JPG

Zachłyśnięta pejserową wolnością Leorodzina, zapomniała na chwilę o Leoblogu.
Bo kto by wybrał komputer, gdy alternatywą są podróże, góry, trekkingi, zwiedzanie?

Leo majówkę spędził bardzo aktywnie.
Było wspaniale, o niebo łatwiej niż dotychczas.
W zasadzie, było zupełnie normalnie.
Tak, jak być miało od samego początku!
Leo (z pomocą Leotaty) pokonywał sześciokilometrowe trasy górskie. Naprawdę trudne.
A gdy po kilku godzinach marszu, był zmęczony, kładł się i spał gdzie popadnie, na trawie, na ławce, w aucie.
Leorodzice nie musieli się stresować, tym, czym stresowali się przez ostatnie pięć i pół roku.
I nie musieli taszczyć ze sobą siedmiokilogramowego, nieporęcznego i delikatnego respiratora,
którego wydajność i tak była ograniczona do kilku godzin.
Mała czarna skrzynka w plecaku stała się kluczem do pokonania wielu nowych szlaków.
Nie tylko górskich. Bo dzięki skrzynce można się na przykład wcisnąć obok mamy na wąską kanapę i tam sobie zasnąć.
Udając małą myszkę.


db667df2480947947248fc0d66c9e19e.JPG

Od dekaniulacji dzieli Leorodzinę już chyba tylko jeden krok.
Niestety, stumilowy.
Nazywa się: maska do wentylacji nieinwazyjnej.
Leo musi nauczyć się w niej spać - na wypadek gdyby pejsery przestały być genialne i niezawodne.
Problem w tym, że Leo NIENAWIDZI zakładać czegokolwiek na twarz i głowę,
a maski są z horroru rodem, koszmarne i niewygodne.

Wczoraj jednak, ku zaskoczeniu Leorodziców, Leo zgodził się je przymierzyć.
Poudawał kosmonautę, poudawał płetwonurka, pooddychał pięć minut w kosmosie i pięć minut pod wodą
po czym oznajmił, że koniec, że ma dosyć, że chce na ląd, chce pejserów.
 
Teraz trzeba opracować strategię jak przejść bezstresowo przez ten trudny proces.
Na razie najważniejszą motywacją w stawianiu czoła wyzwaniu jest...nowe miejsce na półkach.
Leo wie, że jak pozbędzie się dziury, to pozbędzie się też medykamentów przeznaczonych do pielęgnacji tracheo.
I wtedy zwolni się miejsce na regale.
I będzie mógł dostać dużo nowych książek.

Ale czy to wystarczający powód by dać się katować, 
to się dopiero okaże...
 
e598a2186ec844859cd2537161b74ccf.jpg
"Głupota, czy nie głupota? " - pytanie to pada kilkanaście razy dziennie z ust Leo
i jest jego autorską wersją znanej zabawy "prawda, czy fałsz?".

- Szwecja jest w Azji! Głupota, czy nie głupota? Pomidory rosną na drzewach! Głupota, czy nie głupota?  
Na Antarktydzie jest gorąco! Głupota, czy nie głupota?.....
 
Leorodzice są testowani całymi dniami, we wszelkich możliwych okolicznościach i sytuacjach,
natomiast głupoty i nie głupoty są dość przewidywalne - zazwyczaj są głupotami (a nie nie głupotami)
i mają  charakter przyrodniczy i geograficzny. 
A raczej miały, bo wczoraj Leo niespodziewanie zboczył z ukochanej ścieżki i wykrzyknął:
- Oddycham gdy śpię! Głupota czy nie głupota?

A potem rozchichotał się jak zawsze, po każdej nieźle wymyślonej głupocie...


732ef0ff996312ae87ed1b5790b398c6.JPG
Leo z mamą studiują rozpadający się już atlas świata, otwierają go na stronie z Chile.
Leo przez chwilę wpatruje się w mapę i legendę po czym oznajmia:
- W Chile nie mieszka dużo ludzi.
-  Nie mieszka - potwierdza Leomama.
- A dlaczego?
- Po pierwsze, Chile nie jest duże. Poza tym, spójrz na mapę, nie wszędzie dobrze się mieszka.
Na południu muszą być bardzo ciężkie warunki.
Zobacz, to już prawie koło podbiegunowe.
I do tego są tu wysokie góry, czyli zapewne jest zimno, wietrznie. Ludzie mieszkają głównie na północy.

Leo zachwycony nową wiedzą wraca do analizy, by po kilku sekundach wyrazić gwałtowny sprzeciw.
- Nie!
- ?
- Na północy też nie mieszkają ludzie, bo tam jest pustynia. Mieszkają po środku. O tutaj.

Co to będzie dalej!??!?!? Co będzie dalej? Strach pomyśleć.

b42ab53979f53f93ac8442be6ec629b6.jpg

Wydarzenie to miało miejsce siedem miesięcy temu i nie wiedzieć czemu umknęło zapisowi.
Leo miał wówczas cztery i pół roku, zaczynał drugi sezon w przedszkolu.
Leorodzice w pocie czoła i z obłędem w oku pracowali nad premierą spektaklu teatralnego.
Dużo czasu spędzali na próbach i wielkim nakładem wysiłku opracowywali logistykę każdego dnia.
I jak to zwykle bywa, na dwa dni przed premierą wszystko się rypnęło.
Leopielęgniarka zachorowała, tym samym nie mogąc asystować Leo w przedszkolu.

Trzeba było załatać dziurę i na gwałt znaleźć inną pielęgniarkę,
która sprawowała by opiekę nad Leo w czasie godzin przedszkolnych.
Wszystkie zaprzyjaźnione i zaufane panie nie mogły.

Wybuchła panika.
Spektakl był w proszku, emocje sięgały zenitu. Koszmar.
W końcu, Leorodzice zadzwonili do nowej pielęgniarki, E,
która od stycznia miała przejąć Leo w ramach opieki w domowej wentylacji.
- Pomoże pani?
- Pomogę.

Leomama spotkała się z E. w przedszkolu.
Przedstawiła ją Leo (okazało się, że znają się ze szpitala),
przedstawiła Paniom z przedszkola,
wyjaśniła jak często trzeba odsysać Leo i sprawdzać saturację,
przekazała sprzęt,
klucze do domu,
tysiąc razy upewniła się, czy wszystko jest jasne i w porządku,
adres i instrukcję dojazdu do domu obiecała wysłać SMSem
i ze ściśniętym żołądkiem pognała do pracy.

O godzinie szesnastej, gdy wkładała klucz do drzwi mieszkania, zamarła ze zgrozy!
Przypomniało jej się, że zapomniała.
Nie wysłała adresu!!!!!
Na dworze lało.
Gdzie oni są? Czemu nie dzwonią?! Ratunku!!!

W panice wbiegła do mieszkania, w myślach wyzywając się od nieodpowiedzialnych kretynek, 
jednocześnie szukając telefonu w torbie oraz informacji w pamięci,
o której godzinie miała ostatni update z przedszkola...
Gonitwę myśli i czynów przerwał niespodziewany dźwięk, który dobiegł jej uszom.
Śmiech Leo.
Stanęła osłupiała.
Jej oczom ukazał się dumny Leo prowadzący E. za rękę.
- Jesteście!!!!???? Skąd miała Pani adres?
- Nie miałam.
- ????????
- Leo mnie przyprowadził.

Kwoli wyjaśnienia: z przedszkola na przystanek jest dziesięć minut drogi - opłotkami i skrótami,
potem trzeba wsiąść we właściwy autobus, przejechać 3 przystanki,
a potem jeszcze maszerować przez 10 minut.
Oczywiście trzeba też znać numer domu i mieszkania.

Leomama długo nie mogła otrząsnąć się z wrażenia...
Leo poradzi sobie w życiu!

2fdc3d3bfaccfc9c3c94775fea383878.jpg


No, to WESOŁYCH ŚWIĄT!

3fe8b7a9181f3342e7f426d3d7b2df64.JPG