Od dekaniulacji dzieli Leorodzinę już chyba tylko jeden krok.
Niestety, stumilowy.
Nazywa się: maska do wentylacji nieinwazyjnej.
Leo musi nauczyć się w niej spać - na wypadek gdyby pejsery przestały być genialne i niezawodne.
Problem w tym, że Leo NIENAWIDZI zakładać czegokolwiek na twarz i głowę,
a maski są z horroru rodem, koszmarne i niewygodne.

Wczoraj jednak, ku zaskoczeniu Leorodziców, Leo zgodził się je przymierzyć.
Poudawał kosmonautę, poudawał płetwonurka, pooddychał pięć minut w kosmosie i pięć minut pod wodą
po czym oznajmił, że koniec, że ma dosyć, że chce na ląd, chce pejserów.
 
Teraz trzeba opracować strategię jak przejść bezstresowo przez ten trudny proces.
Na razie najważniejszą motywacją w stawianiu czoła wyzwaniu jest...nowe miejsce na półkach.
Leo wie, że jak pozbędzie się dziury, to pozbędzie się też medykamentów przeznaczonych do pielęgnacji tracheo.
I wtedy zwolni się miejsce na regale.
I będzie mógł dostać dużo nowych książek.

Ale czy to wystarczający powód by dać się katować, 
to się dopiero okaże...
 
e598a2186ec844859cd2537161b74ccf.jpg
"Głupota, czy nie głupota? " - pytanie to pada kilkanaście razy dziennie z ust Leo
i jest jego autorską wersją znanej zabawy "prawda, czy fałsz?".

- Szwecja jest w Azji! Głupota, czy nie głupota? Pomidory rosną na drzewach! Głupota, czy nie głupota?  
Na Antarktydzie jest gorąco! Głupota, czy nie głupota?.....
 
Leorodzice są testowani całymi dniami, we wszelkich możliwych okolicznościach i sytuacjach,
natomiast głupoty i nie głupoty są dość przewidywalne - zazwyczaj są głupotami (a nie nie głupotami)
i mają  charakter przyrodniczy i geograficzny. 
A raczej miały, bo wczoraj Leo niespodziewanie zboczył z ukochanej ścieżki i wykrzyknął:
- Oddycham gdy śpię! Głupota czy nie głupota?

A potem rozchichotał się jak zawsze, po każdej nieźle wymyślonej głupocie...


732ef0ff996312ae87ed1b5790b398c6.JPG
Leo z mamą studiują rozpadający się już atlas świata, otwierają go na stronie z Chile.
Leo przez chwilę wpatruje się w mapę i legendę po czym oznajmia:
- W Chile nie mieszka dużo ludzi.
-  Nie mieszka - potwierdza Leomama.
- A dlaczego?
- Po pierwsze, Chile nie jest duże. Poza tym, spójrz na mapę, nie wszędzie dobrze się mieszka.
Na południu muszą być bardzo ciężkie warunki.
Zobacz, to już prawie koło podbiegunowe.
I do tego są tu wysokie góry, czyli zapewne jest zimno, wietrznie. Ludzie mieszkają głównie na północy.

Leo zachwycony nową wiedzą wraca do analizy, by po kilku sekundach wyrazić gwałtowny sprzeciw.
- Nie!
- ?
- Na północy też nie mieszkają ludzie, bo tam jest pustynia. Mieszkają po środku. O tutaj.

Co to będzie dalej!??!?!? Co będzie dalej? Strach pomyśleć.

b42ab53979f53f93ac8442be6ec629b6.jpg

Wydarzenie to miało miejsce siedem miesięcy temu i nie wiedzieć czemu umknęło zapisowi.
Leo miał wówczas cztery i pół roku, zaczynał drugi sezon w przedszkolu.
Leorodzice w pocie czoła i z obłędem w oku pracowali nad premierą spektaklu teatralnego.
Dużo czasu spędzali na próbach i wielkim nakładem wysiłku opracowywali logistykę każdego dnia.
I jak to zwykle bywa, na dwa dni przed premierą wszystko się rypnęło.
Leopielęgniarka zachorowała, tym samym nie mogąc asystować Leo w przedszkolu.

Trzeba było załatać dziurę i na gwałt znaleźć inną pielęgniarkę,
która sprawowała by opiekę nad Leo w czasie godzin przedszkolnych.
Wszystkie zaprzyjaźnione i zaufane panie nie mogły.

Wybuchła panika.
Spektakl był w proszku, emocje sięgały zenitu. Koszmar.
W końcu, Leorodzice zadzwonili do nowej pielęgniarki, E,
która od stycznia miała przejąć Leo w ramach opieki w domowej wentylacji.
- Pomoże pani?
- Pomogę.

Leomama spotkała się z E. w przedszkolu.
Przedstawiła ją Leo (okazało się, że znają się ze szpitala),
przedstawiła Paniom z przedszkola,
wyjaśniła jak często trzeba odsysać Leo i sprawdzać saturację,
przekazała sprzęt,
klucze do domu,
tysiąc razy upewniła się, czy wszystko jest jasne i w porządku,
adres i instrukcję dojazdu do domu obiecała wysłać SMSem
i ze ściśniętym żołądkiem pognała do pracy.

O godzinie szesnastej, gdy wkładała klucz do drzwi mieszkania, zamarła ze zgrozy!
Przypomniało jej się, że zapomniała.
Nie wysłała adresu!!!!!
Na dworze lało.
Gdzie oni są? Czemu nie dzwonią?! Ratunku!!!

W panice wbiegła do mieszkania, w myślach wyzywając się od nieodpowiedzialnych kretynek, 
jednocześnie szukając telefonu w torbie oraz informacji w pamięci,
o której godzinie miała ostatni update z przedszkola...
Gonitwę myśli i czynów przerwał niespodziewany dźwięk, który dobiegł jej uszom.
Śmiech Leo.
Stanęła osłupiała.
Jej oczom ukazał się dumny Leo prowadzący E. za rękę.
- Jesteście!!!!???? Skąd miała Pani adres?
- Nie miałam.
- ????????
- Leo mnie przyprowadził.

Kwoli wyjaśnienia: z przedszkola na przystanek jest dziesięć minut drogi - opłotkami i skrótami,
potem trzeba wsiąść we właściwy autobus, przejechać 3 przystanki,
a potem jeszcze maszerować przez 10 minut.
Oczywiście trzeba też znać numer domu i mieszkania.

Leomama długo nie mogła otrząsnąć się z wrażenia...
Leo poradzi sobie w życiu!

2fdc3d3bfaccfc9c3c94775fea383878.jpg


No, to WESOŁYCH ŚWIĄT!

3fe8b7a9181f3342e7f426d3d7b2df64.JPG
Szósta rano. W mieszkaniu ciemno, cicho. Wszyscy śpią.
Niespodziewanie spokój przerywa rozdzierający szloch.
To Leo!!!
Leomama zrywa się z łóżka i biegnie do pokoju syna.
- Co się stało, Leosiu? Co się stało?
- AAAA!!!!  - Leo krztusi się w spazmach, nie może wydusić z siebie słowa.
- Leoś, co jest?
- AAAA...aaaa...chciałem....aaaa...przeczytać wczoraj dwanaście książek...
aaaa...i nie zdążyłem. Przeczytałem tylko...aaaa. dziesięć...aaa....

5703e58304ba264e85d96a281442ab8e.JPG
PS. Znalazł się złodziej Emilkowego samochodu. Niestety po samochodzie ani śladu. 
Zachęcamy zatem do wparcia akcji prowadzonej przez Pomorskiego Centrum Napraw Pojazdów.
Więcej info tu > Klik

Pięć lat temu Staphylococcus Aureus postanowił zmienić mieszkanie. Na nowe.
Na lokum wybrał sobie pewną ciemną, ciepłą jamę. I zagnieździł się w niej ochoczo. 
Rodowód Staphylococcusa Aureusa jest szpitalny.
Staphylococcus Aureus pochodzi z drugiego piętra CZD,
a nora, którą sobie ongiś Staphylococcus Aureus upatrzył
to świeży otwór w szyi pewnego noworodka.
Od tej pory są nierozłączni:
Staphylococcus Aureus - czyli Gronkowiec Złocisty
i już nie noworodek, a pięciolatek - czyli Leo.
Leo jest nosicielem Gronkowca.
Gronkowiec mieszka w Leo.
I się nie wyprowadzi.
Nigdy.

Na szczęście, Gronkowiec jest z natury dość leniwy.
Na ogół pozostaje nieaktywny, śpi sobie i stara się nie przeszkadzać.
Czasem jednak jakiś bodziec wytrąca go ze snu
i wówczas daje nieźle popalić.

I tak właśnie stało się ostatnio.
Pan Złocisty niespodziewanie poderwał się do działania i ruszył do ataku.
Wydzielina w dziurze stała obfita, intensywna i lepka, 
gęsta w zapachu i konsystencji.
Rana wokół dziury zaogniła się.
Glut powędrował do nosa.
Nic nie pomagało.
Inhalacje, opukiwanie, wymiana rurki, syropki, wlewanie w Leo hektolitrów płynów.
Sytuacja zaczęła robić się dramatyczna.
Co rusz zatykała się rura, do której nie można było włożyć cewnika i odessać wydzieliny.
Zaczęły się spadki saturacji. Blokada oddechu.
Gluty w nosie, gluty w dziurze - w ilościach bynajmniej niehomeopatycznych.

Po dwóch tygodniach Leorodzice zrobili posiew. 
I objawił się na próbce Staphylococcus Aureus w całej swej okazałości.
Wzrost obfity. Odporność wspaniała.

Laboratorium, które bakterię wyhodowało dało Leotacie karteczkę,
a na odwrocie karteczki zalecenia, odnośnie substancji, którą można intruza spacyfikować.
Leotata wziął karteczkę i pognał  z nią do Pani Doktor.
Pani doktor na karteczkę spojrzała i zbladła,
bo substancje z listy były toksyczne, lub zupełnie jej nieznane.
Odpalił zatem Leotata doktora Googla,  
Pani Doktor otworzyła księgę z wiedzą tajemną
i wspólnie rozpoczęli śledztwo, co to za substancje i w jakich lekach się kryją.

Dedukcja doprowadziła ich do inwazyjnych, ostrych antybiotyków, wyłącznie dla dorosłych.
Co robić? Co robić?
Zadzwonił Leotata do Leolekarki.  
Leolekarka zadzwoniła do Instancji Wyższej.
- Zastrzyki -  zawyrokowała Instancja - Domięśniowe! Przez dwa tygodnie!
 
Leorodzice złożyli apelację. Wyrok został cofnięty.
Stanęło na antybiotyku doustnym. 
Przez dziesięć dni.
A potem się okaże.
Może Staphylococcus aureus zaśnie.
Na kolejne pięć lat.
 
 
2d33a7b4fd5edf4d415a8f91a442f766.jpg

Co nosicie, Drodzy Leoblogoczytelnicy, w podręcznej torebce?
Telefon? Klucze? Portfel? Książkę? Chusteczki do nosa? Szminkę? 

Leo też ma swoją torebkę.
Ale nosi w niej coś zupełnie innego.
Leo w  swej małej czarnej torebce nosi WOLNOŚĆ.
I odkąd ma ową torebkę (a torebka działa) i on jest do niej podłączony,
może robić rzeczy o jakich miesiąc temu nawet nie marzył.

Dzięki torebce, może oglądać film w kinie i spektakl w teatrze,
i skupiać się wyłącznie na tym co dzieje się na ekranie lub scenie, 
nie musząc pamietać o oddechu, nie musząc go co chwilę pogłębiać 
i zerkać na pulsoksymetr, czy saturacja jest prawidłowa.

Może wyjsć z rodzicami na wieczorna imprezę i zupełnie się wyluzować, 
bo maszyna w torebce pamięta o oddechu, zamiast niego.

I przede wszystkim, może zrobić coś, co należy się każdemu dziecku:
gdy tylko przyjdzie mu ochota, może przytulić się do mamy lub taty i...
po prostu zasnąć!!!
W każdym miejscu.
O każdej porze.
W restauracji, w pociągu, w parku, w lesie, w samochodzie.

Nikt, kto nie przeszedł horroru CCHS,
nie jest w stanie sobie wyobrazić, jaki to luksus....

a7abf98ff2a54e7bbc11cfc2dbeefcc4.JPG
250e51ba227d2c038c899376caa76d0b.jpg

- Mama, najbardziej chciałbym pojechać do Paryża, Kopenhagi i na Madagaskar!
- Taaak? Świetnie, a czemu akurat tam?
- Bo w Paryżu ukryło się słowo ryż, a w Kopenhadze i na Madagaskarze ukryła się Aga.


8bff2328ff3e3d1fb5b1738048ad9b5a.JPG

PS. Madagaskar - tak, tak, tak!!!! :)

Podczas ostatniej wizyty u Kuby, Leo podpatrzył jak jego kolega,
wraz ze starszym bratem gra w warcaby.
Zainspirowany wyraził pragnienie, że on też!
On też chce, chce mieć warcaby i grać w warcaby.
I tak też się stało.
Na osłodę szwedzkiej eskapady,
dostał od rodziców komplet do gry
(w pięknej walizeczce, która ucieszyła go chyba najbardziej).

I przystąpił do zabawy.
Zasady załapał w trymiga.
O co chodzi, jak ruszają się pionki,
jak się blokuje przeciwnika, co robi damka,
które pola są bezpieczne, a które nie.
Szybko jednak okazało się,
że skrzydeł rozwinąć nie może.
Wyrosła przed nim nieoczekiwana przeszkoda.
Nie do pokonania.

Przeszkoda natury etycznej!

Po raz kolejny potwierdził się fakt,
że Leo jest stuprocentowym pacyfistą,
o poziomie agresji znacznie niższym od matematycznego zera.
Leo cudzych pionków zbijać nie może.
Zwłaszcza, jak należą do mamy.
Bo jak tak w ogóle można?
Podpuszczać, rabować, niszczyć?
On nie!
On nie chce nikogo krzywdzić,
nikomu nic zabierać, cudze jest cudze.
I koniec!

fe93abf1e11181cc46169a40817e7b5b.jpg

 
Ps. Sporo czasu minęło zanim Leo pokonał samego siebie i zbił cudzego pionka.
Obecnie dopuszcza już nawet bicie podwójne. 
Pracujemy nad potrójnym.