Zespół specjalistów z CZD zabiera się za Leosia.
Jest nadzieja, że wszystko się zaraz wyjaśni.

Zaczynają się dziesiątki badań; kłucie, prześwietlanie, osłuchiwanie, pobieranie...
Niestety, znowu ktoś wspomina o klątwie, dziwnej chorobie, w której chory, za każdym razem gdy zasypia, wyłącza oddech.

Za każdym razem gdy zasypia - jest na granicy śmierci...

Jest to opcja najgorsza z możliwych. Na szczęście nie jedyna.

Nazwa choroby wiąże się z mitem o nordyckiej boginii Ondynie, która zakochała się w zwykłym śmiertelniku. Mężczyzna był jej niewierny, więc boginii w akcie zamsty rzuciła na niego klątwę. Klątwę, która sprawiła, że mężczyzna aby móc oddychać, musiał o tym pamiętać...
2010.12.20
Ondyna? Zakochana w Leosiu? Niemożliwe!!!

 

Rodzice po raz pierwszy słyszą słowo „klątwa”. Pani doktor obojętnym głosem oznajmia,
że nie wie co dziecku dolega, ale właśnie przeczytała w internecie (!!!)  o chorobie zwanej „klątwą ondyny”.  Następnie dodaje, że "on" pewnie do końca życia będzie zależny od respiratora.

I odchodzi.

Wieczorem, na prośbę rodziców, Leo  „w stanie zagrożenia życia” zostaje przewieziony do CZD.
2010.12.29

O godzinie trzeciej nad ranem dyżurna doktor budzi mamę Leosia z informacją,
że niestety chłopiec nie poradził sobie...
Został podłączony do respiratora.

Nad ranem Leo całkowicie wyłącza własny oddech.
2010.12.18
Tata Leosia przychodzi do szpitala pocieszyć zrozpaczoną mamę.

Niestety, dyżurna pielęgniarka wzywa ochronę, gdyż ojciec dziecka przebywa na oddziale poza godzinami odwiedzin...

Kolejne dwa dni nie przynoszą ani poprawy ani wyjaśnienia.

Lekarze informują rodziców, że dziecko ma poważne problemy z oddychaniem
i prawdopodobnie trzeba będzie je zaintubować. Powody hipowentylacji nie są znane.

Rozpoczynają się liczne badania (rentgen, badania krwi, punkcja, konsultacje kardiologiczne, USG itd. itd.)

Dzielny Leo wytrzymuje cały dzień na własnym oddechu wspieranym nCPAPem.
Pozwala to wszystkim na ostrożny optymizm.
muzungu_szpital_20101216_214010_resize

Muzungu zaczyna rodziić się dokładnie w wyznaczonym terminie, a kończy dzień później - 16.12.2010 o godzinie 16.55. Poród, mimo iż długi (36 godzin!!!), przebiega dobrze.
Leo dostaje 10 punktów w skali Apgar.

styczen_resize

Niestety, 20 minut po porodzie robi się markotny, siny, kończyny stają się wiotkie.
Przenoszą go na salę obserwacji, a następnie - po godzinie - na oddział intensywnej terapii, gdzie zamknięty w inkubatorze poddany zostaje tlenoterapii biernej.
Lekarze podejrzewają poważną wadę serca.

Fasolka, nazwana roboczo Muzungu, okazuje się być rodzaju męskiego
i cały okres ciąży spisuje się doskonale.
Przez czterdzieści tygodni ćwiczy z mamą jogę, chodzi na spacery, dużo podróżuje.
Między innymi odbywa swoją pierwszą (i mamy nadzieję nie ostatnią)
podróż do Afryki.

Bez nazwy-1_resize

 

Doktor  potwierdza obecność pięciotygodniowej fasolki w brzuchu mamy.
Już ją widać.
Już słychać serce.

Pierwsza kreska jest czerwona, wyraźna i zdecydowana.
Druga nieśmiała, ledwie widoczna.  Ale na pewno JEST.