Stan Leosia się niespodziewanie pogarsza.
Leo przestaje być wydolny oddechowo nawet w ciągu dnia, wymaga wsparcia tlenem.
Do tego jest w fatalnym stanie psychicznym.
Wali głową o metalowe barierki, bije Leorodziców, rzuca przedmiotami,
tarza się w rozpaczy po łóżeczku…
Leo dziś nie wyjdzie.
Z przyczyn proceduralnych.
W weekend OIOMu się nie opuszcza.
Trzeba zmarnować dwa dni życia czekając na poniedziałek.
Zamiast po parku, Leo spaceruje po szpitalnym korytarzu…
Nudzi mu się
Nie do końca wiadomo, co dokładnie Leosiowi dolega.
Ma nieznaczne ślady infekcji.
W ciągu dnia oddycha całkiem nieźle.
Pani doktor mówi, że w sobotę wyjdzie ze szpitala.
Leorodzina pójdzie na spacer, ma być piękna pogoda…
Niestety, niecały tydzień po powrocie do domu,
zazdrosna o beztroskie wakacje Ondyna dała o sobie znać.
Leo wieczorem zasnął spokojnie,
ale po dwóch godzinach saturacja zaczęła mu spadać.
Mimo iż respirator pracował na najwyższych obrotach, Leo się niedotleniał.
Leorodzice do drugiej w nocy walczyli ze sprzętem,
jednak nie udało im się dobrać odpowiednich parametrów.
Wezwali pogotowie.
Przyjechała ekipa trzech miłych i mocno przestraszonych panów.
Po pięciu minutach rozmowy zapytali:
– Państwo są lekarzami?
– Tak, od półtora roku. – odparli Leorodzice
Leo przebył drogę do CZD ręcznie wentylowany za pomocą ambu. Przez Leomamę.
Trafił prosto do swojego łóżka sprzed roku.
![]()
Pobyt na Kaszubach był tradycyjnie: udany, deszczowy i towarzyski.
Pan Leoś:
-spędzał czas na świeżym powietrzu,
![]()
- żył w komunie,
![]()
- wrzucał szyszki do kominka,
![]()
- spacerował po lesie,
![]()
- kąpał się w jeziorze (!!),
![]()
- był noszony przez Leotatę,
![]()
- był noszony przez Leomamę,
![]()
- niemiłosiernie chlapał,
![]()
- jeździł na rowerze,
![]()
- jadł,
![]()
- czytał,
![]()
- budował,
![]()
- zaprzyjaźniał się,
![]()
- fruwał,
![]()
- obserwował zwierzęta,
![]()
i ogólnie dobrze się bawił :-)
![]()
Leo nie znosi młodszych od siebie kobiet.
Wszystkie urodzone po szesnastym grudnia 2010 przyprawiają go o ataki złości i paniki.
Okazał się nieczuły na uroki delikatnej Zosi, skośnookiej Bogny, energicznej Niny…
Fatalnie zaczęło się również spotkanie ze starszą od Leosia Emilką.
Leo na widok dziewczynki opróżnił kosz z zabawkami i schował się do środka.
Na szczęście, sprytna i doświadczona Emilka poradziła sobie z sytuacją
i błyskawicznie wkradła się w Leołaski.
Bezbłędnie odnalazła bezpośrednią drogę do jego serca – oczywiście przez żołądek…
Najpierw nakarmiła do jagodami, potem brzoskwiniami a na deser wymyśliła sernik.
Tym samym doprowadziła brzuch Leosia do stanu w jakim znajdują się liczne męskie brzuchy
wyrzeźbione przez hektolitry wypitego przed telewizorem piwa ;-)
Ps. A poważnie rzecz ujmując, to Leorodzice byli zaniepokojeni dziwnymi reakcjami Leosia
na obecność innych dzieci. Leo chował się, płakał, uciakał, bał się.
Na szczęście kryzys został zażegnany.
Po dwóch tygodniach częstych konfrontacji z rowieśnikami,
leosiowe ataki starchu ustąpiły na rzecz aktów delikatnej bezczelności
(zabieranie dzieciom jedzenia, picia, zabawek itd.:-))
Leoprababcia robi na prawdę niezłe ruskie pierogi.
Wnuk Leoprababci zjada na obiad 11 sztuk,
a prawnuk Leoprababci niewiele mniej: 9 sztuk ;-)
Oto nadchodzi...
wielkimi krokami...
bunt dwulatka !!! :-)
Pan Leoś odwiedził Zoo.
Najbardziej podobał mu się kot dachowiec.
Słonia, mimo iż stał bardzo blisko, nie zauważył.
Ponadto uznał, że towarzystwo Leorodziców jest zbędne i będzie zwiedzał sam.
Opuścił ich zatem i ruszył na wycieczkę.







