Raz w miesiącu trzeba wymienić Leosiowi rurkę tracheo. Odbywa się to w trzech etapach.
Jeden: wyjęcie starej rury, dwa: przemycie rany i odpoczynek, trzy: włożenie nowej rury.
Najgorszy jest etap trzeci. Wymaga zdecydowania, precyzji i sterylności. Należy szybkim ruchem wepchnąć kwał zakrzywionego sylikonu o średnicy pół centymetra do małej dziurki w tchawicy. Następnie wyjąć usztywniającą szynę. Leo w czasie tych kilku(nastu) sekund krztusi się i dusi, dławi i łzawi. Czasem opór jego ciała przed obcym obiektem jest bardzo duży. Trudno go pokonać.
Najfajniejszy jest za to etap drugi. Leorodzice z zachwytem oglądają (na codzień zasłoniętą opaską) szyję Leosia, a Leo przysłania brodą otwór w szyi i radośnie popierduje (tak!!!). Zaśmiewa się przy tym do rozpuku. Taka dzisiąciominutowa chwila wolności.
Wczoraj było jednak inaczej. Leo po wyjęciu rurki zrobił się smutny. Z uwagą śledził wszystkie ruchy rodziców. Jakby dostrzegł powagę sytuacji... Jakby nagle zdał sobie sprawę... Jakby zrozumiał, że nie każdy... Że to ON....
![]()
Gama kolorystyczna nietrafiona, ptaki za duże i za mało żółte, śnieg zamiast trawy, sople zamiast baziów, zajęcy brak, a temat temperatury w ogóle lepiej przemilczeć.
Ale, mimo wszystko:
Pomór w Leorodzinie.
Wszystko przez wczorajszy basen. Leo nie życzył sobie grzania się i relaksu w jacuzzi. Trzeba było z nim pływać w lodowatej i głębokiej wodzie, rzucać się w wir rwącej rzeki, przepływać pod kaskadami wodospadów.
No i po tych ekstremalnych przeżyciach Leorodzice zaniemogli.
Prychają i smarkają, kaszlą i kwękają, bolą ich zęby (!?).
A Leo ma się świetnie. Parametry wentylacji doskonałe.
Wulkan energii. I tegoż samego wymaga od schorowanych starych :-/
![]()
Magda Hueckel, Kompozycja I (Woda), 2010
Leoś jest cudownym, pogodnym, posłusznym, uroczym, zawsze uśmiechniętym dzieckiem. Czas z nim spędzony jest wolny od stresu - to czysta przyjemność i relaks.
Każdy dzień jest wyjątkowy, ale dzisiaj było wprost fantastycznie!
Leo udowodnił, jak wspaniale rozwija się pod względem emocjonalnym.
Dziecko żywcem wyjęte z tabelki.
- notoryczne używa słowa Nie! - TAK
- skrajnie reaguje na zakazy (wściekłość, niekontrolowane rzucanie się, krzyk, bicie, rzucanie i plucie jedzeniem, rozlewanie płynów, wywalanie zawartości talerza na podłogę, rzucanie sztućcami, odmowa jedzenia) - TAK!!!! TAK!!!!!! TAK!!!!!!!
- rysuje i maluje po zakazanych powierzchniach - TAK!
- wyrzuca zawartość kosza na śmieci na podłogę - TAK!!!
- wymaga natychmiastowej realizacji wszystkich pragnień - TAK!!!!!!!!
- sprzecznie się zachowuje: niszczy zabawki, a następnie płacze z powodu ich zniszczenia - TAK!!!!!!
- okazuje chęć samodzielnego działania (Ja sam!), nie pozwala sobie pomóc - TAK!!!!
- nieustanie walczy z rodzicami na każdej płaszczyźnie - TAK!!!!
Gdy tylko Leo ma ochotę - gada. Całkiem donośnym głosem.
Mówi: a, o, u, y, ma, ba, ky, am, agu, agua, njieeee...
Problem w tym, że rzadko ma ochotę.
Bo nic nie trzeba mówić, wszystko można pokazać.
Na przykład jest lub nie ma.
Przede wszystkim jednak, wyspecjalizował się w wydawaniu poleceń.
Daj!
Jeszcze!!
Nie!!!
Koniec!!!!*
Dzięki opanowaniu tych kilku gestów, Leo stał się absolutnie skuteczny w osiąganiu wszystkiego, na co ma ochotę. Więc nie strzępi na darmo języka. Bo i po co.
![]()
* Koniec to alternatywnie stosowane pa-pa. Gdy Leo nie chce jeść / bawić się / przebywać w czyims towarzystwie, to żegna się ze swoim talerzem / zabawkami / osobą, która powinna już pójść. Koniec i tyle.
Pa-Pa!
Leorodzice nie mogą wziąć Leosia pod pachę i ruszyć z Nim w nieznane.
Przynajmniej na razie. Zabierają Go zatem w podróże wizualne, muzyczne i kulinarne....
Niniejszy post będzie o jedzeniu :)))
Już dziś leopodniebienie gotowe jest do podróży w najdalsze zakamarki świata!
Nie straszny mu imbir ni chili. Kumin, czarnuszka, czosnek, masala.
Leo pożera gazpacho i dahl, oliwki i hummus, curry i grejfruty, kapary i anchois!
Pochłania specjały kuchni etiopskiej, tajskiej, hinduskiej, meksykańskiej, arabskiej, japońskiej, chińskiej, senegalskiej, włoskiej i francuskiej (...) Zupy, makarony, ryże, ryby, owoce morza, mięsa, pizze, zapiekanki, naleśniki, tarty, pilawy, warzywa, owoce, sery, orzechy (...)
Nie lubi baklawy.
Za słodka, za mdła, bez wyrazu!
Cieszy to Leorodziców, którzy już zaczynali obawiać się,
że Ondyna pozbawiła Leosia kubków smakowych :)))
![]()
PS. Za chrzanem też nie przepada :-)))
Podczas gdy Leo, zupełnie nieświadom rangi mających miejsce na drugim końcu miasta wydarzeń, spędzał popołudnie szalejąc z ukochahną ciotką Elką, w fundacji Arton toczyła się zajadła walka.
O dzieła sztuki!
Starcie zakończyło się wielkim zwycięstwem!!!! Tak ogólnie.
Wszystkie prace zostały sprzedane. W przemiłej i ciepłej atmosferze!
Ponadto, ustalona została cena rynkowa Leoartu z okresu niebieskiego.
Anonimowy kolekcjoner zlicytował pracę za 1 000 PLN!!!!
Biorąc pod uwagę, że Leo jest dopiero 'młodym, dobrze zapowiadającym się artystą',
do tego bardzo płodnym (średnio produkuje 1 metr kwadratowy sztuki na dzień),
a jego rodzice co krok potykają się o poniewierające się po całym mieszkaniu dzieła,
można prognozować, że wkrótce Leorodzina stanie się zamożna!!!
I wtedy sfinansuje badania na lek na CCHS :))
![]()
fot. Krzysztof Wojciechowski
A teraz czas na list dziękczynny:
Dziękujemy:
Marice Kuźmicz i Fundacji Artron,
Darkowi, Oliwii i Joannie, Pani Marzenie!!!
Galerii Piekary,
Portalowi Artinfo,
Nowemu Teatrowi,
Wszystkim Artystom, którzy ofiarowali prace!
Wszystkim, którzy przybyli na aukcję i/lub wernisaż!
Wszystkim, którzy licytowali prace!
Wszystkim, którzy upowszechniali informację o wydarzeniu!
Wszystkim, którzy nam kibicowali!
Czasem Leorodziców dopada zmęczenie. Wtedy wracają pytania. Bez odpowiedzi.
Dlaczego ON?
Przypadek? Czy przeznaczenie?
Bóg? Karma? Biologia? Klątwa?
Wielka próba? Straszna kara? Głupi pech?
Błąd we wszechświecie?
Konstelacja gwiazd? Układ cyfr?
Z sensem? Czy bez sensu?
Sprawiedliwie? Niesprawiedliwie?
Po coś? Czy po nic?
![]()
A potem trzeba wrócić do rutyny. Wstać. Uśmiechnąć się. Zrobić inhalację. Odessać tracheo. Podać lekarstwa. Przewinąć. Przygotować śniadanie. Wybudować wieżę. Zagrać w piłkę. Pójść na pocztę. Zrobić zakupy. Żyć dalej.







