Wystarczy że Leo jest ciut bardziej.
Marudny, płaczliwy, apatyczny, nerwowy, spocony (...).
Że dłużej śpi, albo nie ma apetytu. Albo zapatrzy się gdzieś.
Od razu w głowach Leorodziców budzą się demony
z długiej listy ondynowych bonusów.
Coś z tyłu głowy szepce:
boli go brzuch - to neuroblastoma, albo jednak hirszprung;
nie reaguje na polecenie - autyzm;
zagapia się - epilepsja...
I tak cały czas - każdego dnia, każdej godziny, minuty, sekundy
- wzmożona czujność, obserwacja, niepokój.
Życie na stand by-u.
Leo został przyjęty iście po królewsku (za co bardzo Leocioci dziękuje!):
![]()
No i, jak zawsze w czasie wyjazdu, zdobył cały szereg nowych doświadczeń:
- sportowych:
![]()
- rekreacyjnych:
![]()
- wizualnych:
![]()
No i, jak to zawsze z Nim bywa, po takiej dawce wrażeń, zrobił wielki krok do przodu:
świadomie wypowiedział pierwsze słowo!!!!!!
Nie "mama", nie "tata", nie "baba", nie "jeść", nie "am", nie "ser", nie "Leo", nie "daj".
To słowo to "nie". Po prostu "nie" :)
PS. W sumie umiejętność nad wyraz cenna. Niektórzy nie nabywają jej nigdy :)
Od małego edukowany artystycznie Leo, zalał się rzewnymi łzami na widok leżącej na krakowskim rynku głowy autorstwa Pana Mitoraja.
Na szczęście, rozpacz trwała krótko, a druzgocące wrażliwość dziecka doznania estetyczne szybko poszły w niepamięć - przyćmione główną atrakcją miasta, stanowiącą źródło niepodważalnej euforii!!!
PS. Leorodzice nie podzielają gołębiego leozachwytu.
Wbrew pozorom, leoperygrynacje nie miały charatkeru sakralnego.
Leo nie był ani w klasztorze, ani w zakonie, ani w sanktuarium...
Ale i tak było bosko!
Bo Leo, po raz pierwszy w życiu, był w górach!
I okazało się, że można z Nim i Jego ekwipunkiem przemierzać górskie szlaki.
I z tej nowej, beskidzkiej perspektywy niegdysiejsze afrykańskie i papuaskie trekkingi
leorodziców (po pas w tropikalnym bagnie) okazały się być zupełnie lightowe ;)
Poza tym, oprócz taszczenia leosprzetu, Leorodzna zajmowała się tropieniem i dokumentowaniem śladów po UFO. Leociotka odkryła na łące idealnie okragły, porośnięty dziwną trawą i emanujący ciepłem odcisk.
Serio!!!
Może promieniowanie kosmicznej energii pozwoli w końcu uporać się z klątwą...
![]()
![]()
CDN
UWAGA!
Po stołecznych placach zabaw i parkach błąka się niebezpieczny osobnik.
Wszystkich rodziców i opiekunów dzieci prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności!
Mężczyzna podstępnie wchodzi w posiadanie cudzej własności.
Rysopis:
Dobrze zbudowany, regularne rysy twarzy, przystojny
Znaki szczególne: fryzura stylizowana na wyliniałego szlachcica
Akcesoria: drewniana kaczka na patyku
Wzrost: około 100 cm
Wiek: około 2,5 roku
Waga: około 15 kg
Sposób działania:
Napastnik niepostrzeżenie zakrada się do ofiary, następnie wbija wzrok w jej/ jego kanapkę, jednocześnie poddająć ofiarę hipnozie.
W rezultacie, po kilkudziesięciu sekundach ofiara oddaje mu wszystko co ma do jedzenia.
Wówczas oprawca, bez najmniejszych skrupułów, spożywa prowiant,
następnie, bez słowa, porzuca głodną i zdezorientowaną ofiarę.
![]()
Klimat tropikalny, gorąco i parno.
Leo jest wymęczony, zalewa się potem, gila ma do pasa, pokłada się, jest osowiały.
Leorodzice (mimo protestu) podłączają go do pulsoksymetru.
Saturacja waha się między 91-95, ze wskazaniem na 94.
Nie jest idealnie, ale tragedii też nie ma.
Pod lupę trafia Leodziadek - wynik 92;
Leotata - 90;
Leomama - 87- 89 (!!!!)
Z czterech przebadanych w rodzinie osób, trzy powinny zostać podłączone do respiratora :-)))
![]()
Magda Hueckel & Tomasz Śliwiński, Papua 2009







