Leo ma za sobą kolejny występ w telewizji :-)
http://www.tvn24.pl/polska-i-swiat,33,m/klatwa-czy-choroba,363294.html
A my przy okazji dziękujemy wszystkim za wczorajsze przybycie na warszawską premierę
filmu "Nasza klątwa" podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego, ciekawą dyskusję i miłe, ważne dla nas słowa.
I zapraszamy na kolejną projekcją już 22 października o 17.45 na festiwalu Tofifest w Toruniu
oraz w listopadzie na festiwalu IDFA w Amsterdamie ;))
![]()
P.S. Utworzyliśmy też podstronę na blogu, gdzie będziemy umieszczać wszystkie informacje dotyczące filmu:
www.leoblog.pl/film-nasza-klatwa/
Dziś Leo odmówił spożycia śniadania.
Bo od rana (tj. 5.30 :-/) był bardzo zajety.
I nie mógł oderwać się od pracy.
Budował miasto.
Powstały domy, mosty, tory, tunele, parki,
pomniki (np. pomnik ryby i oka), stacje kolejowe.
Zabudowa lekka, finezyjna, drewniana,
przyjazna dla ludzi I środowiska.
Krajobraz popsuł jedynie korporacyjny biurowiec,
paskudny drapacz chmur postawiony na obrzeżach miasta.
![]()
Pytanie, skąd taki pomysł, co go zainspirowało?!
Największym sukcesem leolata jest leowokalizacja
- Leo zaczął używać głosu w celach komunikacyjnych!!!
Dotychczas opanował następujące zwroty:
- Nie, lub e-e - zdecydowanie ulubione, zdecydowanie nadużywane;
- Mama - czasem brzmi bardziej jak baba,
zazwyczaj stosowane jest w odpowiedzi na prośbę Leomamy:
- Leosiu, posprzątaj zabawki -
Wtedy Leoś kręci głową i mówi:
- E-e, Mama;
- Tata - trochę jeszcze koślawe;
- A babababa K. (babcia Krysia);
- A bababababa E. (babcia Ela);
- Dziadzia (wiadomo);
- Am-am (to mówi najgłośniej i najwyraźniej, jednocześnie potakując!!!);
- Da-da (spacer);
- Ajajajaj (pochodzenie i znaczenie nieznane);
- Gaga (wszystko, czego Leo powiedzieć nie potrafi nazywa gagą.
Leorodzina żyje otoczona wielką gagą);
- Bam (uwielbia, gdy coś spada);
Dodatkowo, czyta na głos litery
(btw, od kilku miesięcy alfabet ma w małym palcu):
- A, B, K, D, E, G, I, Y, M
I niektóre z nich umie napisać, ale o tym innym razem ;-)
Wraz z końcem września Leorodzina zamyka sezon letnich wojaży,
podczas których Leo z małego dzidziusia
przeobraził się w prawdziwe chłopaczysko;
z poobdrapywanymi nogami, zdartymi kolanami, guzem na czole.
![]()
Przez ostatnie 3,5 miesiąca był w ciągłej podróży.
Towarzyszył rodzicom w wyjazdach zawodowych i rekreacyjnych
w sumie pokonał około 5000 km - czyli 1/8 długości równika,
lub trasę z Warszawy do Beninu :)
Był nad morzem i w górach,
nad jeziorem, rzeką, zalewem,
w mieście, na wsi, w lesie na plaży.
W Beskidach, Tatrach, Pieninach,
Krakowie, Zakopanym, Sopocie,
na Kaszubach i na Mazurach.
W Ińsku, Rańsku i Pcimiu (!)
Na festiwalu muzycznym i filmowym,
na warsztatach tańca i panelu dyskusyjnym,
w ZOO i w ogrodzie botanicznym,
na kiermaszu ludowym i weselu afrykańskim,
w schronisku górskim i na koncercie chóru.
Palił ogniska i grilował,
pływał łódką i jeździł na rowerze,
zajadał gruszki prosto z drzewa i zbierał grzyby,
dotykał świńskie ryje i krowie cycki,
brodził w zbożu i śniegu,
tarzał się w trawie, jeździł kolejką linową,
eksplorował jaskinie i doliny,
kąpał się w jeziorze, morzu, strumieniu i kałuży,
zdobył wieżę na Wieżycy i Kasprowy Wierch (powiedzmy;),
obserwował bociany, jaskółki i kozice górskie,
widział zachód słońca i wschód księżyca.
I z tymże bagażem doświadczeń zaczyna rok (przed)szkolny.
Plan zajęć szykuje się napięty:
dwa razy w tygodniu zajęcia z wszesnego wspomagania,
dwa razy rehabilitacja,
raz logopeda,
raz przedszkole muzyczne...
Nieustraszony zdobywca gór,
czyli pierwszy leotrening
przed zdobyciem Korony Ziemi :)
Już trzeci dzień trwa bardzo ważna operacja:
przewóz niewidzialnego piasku!
Załadunek odbywa się na prawym krańcu kanapy,
gdzie zielona (widzialna) wywrotka po brzegi wypełniona zostaje towarem.
Następnie rusza (bardzo ostrożnie, żeby nie uronić ani ziarenka),
w stronę budowy (niewidzialnej).
Gdy dociera do lewego brzegu mebla, zatrzymuje się, opuszcza skrzynię
i...niewidzialny piasek wysypuje się na niewidzialną górę.
- Nie ma! (Gest rączką.)
Cały piasek zostaje wysypany, teraz ciężarówka jest pusta!
- Pusta, mamo, spójrz!
Samochód zawraca i czym prędzej rusza na miejsce załadunku...
I tak w kółko.
Wyobraźnia nie zna granic...
Jakiś miesiąc temu Leorodzice byli świadkami sceny, która do dziś nie daje im spokoju.
Ich oczom ukazał się następujący widok:
Leo pewnym krokiem wchodzi do kuchni i od razu kieruje się w stronę lodówki*.
Podchodzi do niej, otwiera drzwi, zawiesza się na kilka sekund lustrując zawartość,
następnie zdecydowanym gestem sięga po butelkę (mleka), odkręca ją, nakrętkę odkłada na blat. Pije z gwinta...
Pytanie brzmi: gdzie się podział ich mały, bezradny synek?
Kto podmienił go na tego samodzielnego faceta?
I kiedy?
*lodówka była małych rozmiarów, tyle na pocieszenie.
Ssacze zawirowania zawiały Leorodzinę nad morze,
gdzie okazało się, że w ogóle nie ma znaczenia,
że woda jest lodowata i jesień za pasem :)
http://youtu.be/FZJdiaqnz_M







