Nie! Nie! Nie! I jeszcze raz nie! Czarna rozpacz w biały dzień,
On na żaden spacer nie pójdzie! On chce się bawić, nie spacerować!
Żadne argumenty do niego nie trafiają, za dziesięć minut też nie pójdzie,
bo on nie chce się bawić dziesięć minut, tylko DŁUGO.
Po spacerze też się bawić nie będzie, bo on chce się bawić TERAZ,
a nie po żadnym spacerze! Zanosi się łkaniem, szlocha, rozpacza.
Butów też tych nie założy! Tylko te letnie! Nieważne, że jest zima.
A poza tym, to on i tak NIGDZIE nie idzie.
I nawet Leorodziców, którzy na pamięć znają te jego numery, nachodzą wątpliwości:
Może go jednak nie zmuszać, skoro tak bardzo cierpi? Może to nie ma sensu?
A on wyje nieprzerwanie i głośno; zakładając kurtkę, czapkę, szalik,
smarując pyszczek kremem...
A potem przechodzi przez próg i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyć przestaje.
Uśmiecha się szeroko i rozgląda zaciekawiony.
Ochoczo spaceruje, w doskonałym nastroju, kontemplując otoczenie.
Niestety, po jakimś czasie spacer dobiega końca.
Ale on, nie! On do domu nie wraca! On chce spacerować! On chce iść dalej.
Do domu nie, pod żadnym pozorem! Bawić się nie będzie, nie interesuje go żadna zabawa!!!!
Nie! Nie! Nie! I jeszcze raz nie!
Drodzy Leoblogoczytelnicy!
Życzymy Wam aby Święta były dobre, spokojne, radosne
i żeby spełniły Wasze oczekiwania.
I aby wszystko było na swoim miejscu,
a to co ma wisieć nigdy nie spadało!
Leorodzina
Prawda jest taka, że mu się nie spieszyło.
Przez 36 godzin nie mógł się zdecydować,
czy chce się urodzić, czy może jednak to zły pomysł.
I dał w ten sposób swym rodzicom pierwszy sygnał,
że lekko to mieć nie będą...
Drodzy Leoblogoczytelnicy!!!!
Niniejszym, uroczyście ogłaszamy,
że 16 grudnia 2014 roku,
o godzinie siedemnastej zero zero
Pan Leoś z rozmachem wkroczył w piąty rok życia!
Od dziś jest pełnoprawnym czterolatkiem!
Muzungu!!!
Życzymy Ci zdrowia, radości, podróży, dekaniulacji
oraz samych wspaniałych samochodów dookoła!
P.S.1 Obchody rocznicowe, jak co roku, były huczne! Jubilat wpadł w euforię,
gdy goście oklaskiwali jego brawurowe zdmuchnięcie tortowych świeczek,
w związku z czym kazał sobie je trzykrotnie ponownie zapalać
- i po każdym ich gaszeniu otrzymał owacje na stojąco!
Nie posiadał się z radości!!!! <3<3<3
P.S.2 Polecamy najnowszy numer Neewsweeka! ;-D
Wracając do tematu spania i do tematu samochodów…
Jak już wspominaliśmy, co noc towarzyszy Leosiowi inny pojazd.
Leo przez cały czas stara się mieć go pod kontrolą, ściskając kurczowo w łapce.
Niestety, czasem sytuacja (wraz z samochodem) wymyka mu się z rąk
i wtedy od razu budzi się z przerażeniem:
- Mama!!! Nie ma auta!!!!! – rozlega się w środku nocy.
Wówczas któryś z rodziców musi wstać i odzyskać zgubę.
Poszukać auta za łóżkiem, pod poduszką, w zwojach kołdry…
I nie ma opcji drobnego oszustwa w postaci szybkiej podmiany samochodu
- Leo zawsze, pamięta z czym zasypiał,
a małe paluszki nawet w egipskiej ciemności odróżnią czerwone Porsche od niebieskiego BMW.
Ps. "Nasza klatwa" otrzymała Nagrodę dla Najlepszego Dokumentu Krótkometrażowego
na zakończonym we wtorek 9 grudnia festiwalu Bogoshorts w Kolumbii.
I, jakby ktoś miał ochotę przeczytac krótki wywiad z Leorodzicami,
to polecamy Magazyn Looped:
http://loopedmag.com/issue4/looped---nasza-klatwa.html
Najbardziej problematyczne jest zasypianie.
I nie chodzi tu o respirator i pulsoksymetr (są to jedyne stałe wartości procesu),
lecz o to, co wydarzy się po Leopodłączeniu.
Czasem mama ma czytać.
Konkretną książkę. Nie tę, inną!!! (Ratunkuuu! Gdzie ona jest?)
A czasem mama ma opowiadać historie.
A czasem najpierw czytać a potem opowiadać.
A czasem nie mama, tylko tata.
Czasem po czytaniu mama (lub tata) ma się położyć obok Leo.
Czasem ma głaskać, a czasem ma nie dotykać.
A czasem ma wyjść.
Czasem ma grać muzyka, czasem nie ma grać.
Czasem mają być podniesione żaluzje, a czasem opuszczone.
Czasem ma się palić lampka przy łóżku a czasem globus przy oknie.
Czasem mają być drzwi zamknięte a czasem otwarte.
Czasem Leo się musi jeszcze napić mleka owsianego, a czasem wody.
Czasem towarzyszy mu w łóżku BMW, innym razem autobus, lub motocykl.*
Czasem Leo chce spać na poduszce a czasem bez,
Czasem głowa ma być na miejscu głowy, a nogi na miejscu nóg,
A czasem głowa ma być na miejscu nóg, a nogi na miejscu głowy...
Itd...
Leo o wszystkim musi zadecydować sam.
I zawsze dokładnie wie, jak ma być.
I inaczej być po prostu nie może.
Bo nie zaśnie.
*Zawsze musi to być jakiś pojazd. Leo jakiś czas temu zdradził Pieska na rzecz żelaźniaków
i sypia wyłącznie w ich metalowym, zimnym i nieprzytulnym towarzystwie!
Jest przy tym bardzo sprawiedliwy, codziennie śpi z innym, żadnego nie faworyzuje.
Panie, Panowie!
Na przekór szarości świata, Leoart w odsłonie fowistycznej!
![]()
Leo, Portret Leomamy, tempera na płótnie, 15x15 cm
Obraz przedstawia Leomamę.
W momencie, gdy portretowanej wydawało się,
że dzieło jest już gotowe i chciała je zaanektować, Leo zaprotestował.
- Jeszcze nie? Czegoś jeszcze brakuje? – zapytała Leomama.
Leo wskazał na swoje tracheo, a następnie starannie namalował opaskę tracheotomijną na szyi Leomamy.
- Chciałbyś żebym taką miała?
- Tak.
Cóż, nikt nie jest idealny, na szczęście "W sztuce marzenia stają się rzeczywistością".
(I oby tylko w sztuce).
Jest szaro.
Od świtu do zmierzchu wszystko jest szare.
Miasto, niebo, drzewa, żółty dom za oknem.
I myśli i sny i humor i motywacja też są szare.
Nie ma kontrastów, odcięta została biel.
Wszystko zamyka się w tej jednostajnej, beznadziejnej szarości,
nigdy nie jaśniejszej niż 50% nasycenia w skali Adamsa.
I nie dość, że szaro, to jeszcze ciemno i zimno.
W taką pogodę najrozsądniej byłoby nie wychodzić z łóżka.
Żeby nie marnować energii.
Tylko spać, czytać i jeść. I to niekoniecznie zdrowo.
Albo, jeszcze lepiej, uciec w tropiki!
Tymczasem, wcale nie jest tak, jak być powinno.
Trzeba ciągle energię wykrzesywać.
Bo trzeba w końcu iść zrobić Leo tego cholernego holtera.
I do dentysty trzeba z nim iść. I do urologa. I do ortopedy.
I do neurologa, co najważniejsze. I do psychologa, to też ważne.
I co najmniej trzydzieści minut dziennie ćwiczyć mówienie...
Tylko jak to zrobić w takich szarych warunkach atmosferycznych ?
Gerhard Richter, Arrest 1 (Festnahme 1). 1988. Olej na płótnie, 92 x 126.5 cm
Leoprzedszkole odwiedził teatr.
Do kanciapy Leomamy dobiegały salwy śmiechu i okrzyki radości.
Nie pohamowała więc swej ciekawości Leomama i poszła zobaczyć,
jak w ten zbiorowy chichot wpisuje się jej syn.
Zakradła się...i ledwie zobaczyła, że syn bawi się wyśmienicie, to on wyczuł jej obecność.
Leobuzia rozjaśniła się w uśmiechu, jednak palec wskazujący zrobił coś zupełnie przeciwnego.
Stanowczym ruchem wskazał drzwi.
- Mama nie! - rozkazała uśmiechnięta buzia.
Ech...
- Leo, idziemy do łazienki. Czas spać!
- Ecie nie.
- Chcesz się jeszcze bawić?
- Kak.
- OK, masz jeszcze pięć minut! Umowa?
- Nie. Dziesięć!!!
- Niech będzie ... siedem!
- Dwie!
I to jest właśnie przykład spektakularnego sukcesu
- obie strony zakończyły pertraktacje z poczuciem zwycięstwa!
![]()
LEOŚ-LEOŚ-LEOŚLEOŚLEOŚLEOŚLE-OŚLE-OŚLE <3
PS. Nie, Leo nie śpi w łazience :)







