- Co to za litera? - Leo wskazuje dziwne kształty na opakowaniu zupy miso.
- Nie wiem, to po japońsku. Pewnie tu jest napisane "Zupa miso" - odpowiada Leomama
- Ale co to za litera? - nie poddaje się Leo.
- Nie wiem, myszko, nie znam japońskiego - przyznaje się Leomama.
Leo parska śmiechem.
- A ja znam! - odpowiada i znika w czeluściach swojego pokoju,
żeby po chwili wrócić z ukochanym atlasem świata. Otwiera na Japonii.
- Tu jest napisane "Japonia" - wskazuje na japoński napis "Japonia",
a potem bierze kartkę i go kopiuje.
Myli mu się co prawda, kolejność znaków graficznych,
ale na oko Leomamy od perfekcyjnej kaligrafii dzieli go zaledwie kilka tygodni.
No i, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, zna japoński lepiej od swoich rodziców...
Ten mały Tuareg to nie jest fatamorgana! Ani fotomontaż!
To dokumentacja z pierwszej pustynnej Leoekspedycji!
Drodzy Leoblogoczytelnicy!
Mamy dobre wieści!
Wiadomość numer jeden:
Jesteśmy gotowi do operacji!!!
Termin: koniec lata.
Dziękujemy Wam za wszystko!
Za wsparcie, doradztwo, pośrednictwo,
udział w akcjach na rzecz Leo, za dobre słowo!!!
Wiadomość numer dwa:
Wraz z Anią, Mamą Emi zakładamy Polską Fundację CCHS "Zdejmij klątwę".
Czas przekierować dobrą energię na wszystkie dzieci i dorosłych zmagających się z chorobą.
Będziemy działać w kraju i na arenie międzynarodowej
- w ścisłej współpracy z amerykańską CCHS Foundation
Celem jest znalezienie leku i zdjęcie klątwy,
a zanim to nastąpi - integracja społeczności,
praca nad wzrostem świadomości dotyczącej choroby,
poprawa standardów opieki.
Już w tej chwili wokół fundacji zabrała się wspaniała ekipa,
ale i tak zapraszamy wszystkich chętnych do współpracy!
A już jutro, więcej informacji w DDTVN :-)
Restauracja. Leorodzice studiują menu.
Leo z zainteresowaniem zagląda mamie przez ramię i również wpatruje się w kartę.
Po kilku sekundach oznajmia triumfalnie:
- Jest w Europie!!
- Co????? Co jest w Europie, synku? - pyta zaskoczona Leomama.
- No...Dania!
Do Leo przyjechał Thijs - pięciolatek z Amsterdamu.
Z CCHS.
Wszystkich zastanawiało,
jak będzie wyglądać komunikacja między chłopakami.
I czy w ogóle takowa zaistnieje.
Thijs mówi i rozumie po holendersku,
Leo mówi (prawie) i rozumie (aż za dobrze) po polsku.
Ku radości wszystkich zgromadzonych dzieciaki znalazły platformę porozumienia.
Mierzyli sobie nawzajem saturację.
I cieszyli się gdy któryś osiągał stuprocentowe wysycenie tlenem kwi.
Bo obaj już wiedzą, że 100% to najlepszy wynik.
Chyba czas się pochwalić:
Leo umie czytać! Ze zrozumieniem!!
Bez problemu pokonuje proste teksty,
które widzi pierwszy raz na oczy.
Czytanie stało się jego pasją!
Czyta wszystko, na czym spocznie jego wzrok;
szyldy, nazwy ulic i przystanków, reklamy, znaki...
A jeżeli tylko jakiś wyraz okazuje się za długi i nie do okiełznania,
to natychmiast znajduje w nim jakiś znajomy krótki fragment.
I bardzo się z niego cieszy!
Na przykład, gdy widzi napis Rokosowska, to oznajmia:
- Tam jest oko!
.
Raz na jakiś czas na którymś z forów CCHS
pojawia się wiadomość, która wstrząsa.
Że klątwa okazała się śmiertelna...
RIP, Z.
[*]
Gdy 4 lata temu okazało się to, co się okazało,
czyli że Leo będzie zapominać o oddychaniu
i że zachodnia medycyna nie zna jeszcze na tę dysfunkcję lekarstwa,
Leorodzice szybko pomyśleli o praktykach dalekowschodnich.
Krążą po świecie legendy o fakirach zakopywanych na dziesiątki godzin pod ziemią,
bez powietrza, a następnie wychodzących z próby bez uszczerbku na zdrowiu.
Trudno ocenić, ile w tych opowieściach jest prawdy, natomiast pewnym jest,
że joga buduje świadomość ciała, uczy uważnego oddychania, reguluje przepływ energii.
Leorodzice pytali, szukali, ale nikt dotąd nie eksperymentował z łączeniem praktyki jogi z CCHS.
Nie pozostało zatem im nic innego, jak samemu to sprawdzić.
I tak też, postanowili zacząć oswajać Leo z ideą praktyki
i pojechali na weekend z ukochaną pracownią jogi.
Leo, co prawda, nie skusił się na ćwiczenie,
ale z przyjemnością obserwował tych, co wyciskali z siebie siódme poty,
i pękał ze śmiechu widząc Leotatę w pozycji psa z głową w dole.
Asana okazała się jednak na tyle inspirująca,
że Leo wraz ze świeżo poznaną i zaprzyjaźnioną dziewczynką
również przemienili się w psy. Przez cztery dni tarzali się w trawie, szczekali, aportowali itd.
Przyjmijmy zatem, że pierwszy krok w stronę jogi zrobiony ;-)
Noc.
Alarm! Rozłączenie respiratora!
Leomama zwleka się z wyra i człapie do leopokoju,
staje nad leołóżkiem i...zastyga ze zdziwienia.
Leo, przez sen szuka rury, następnie łapie ją i sam się podłącza.
Leoorganizm ma w sobie zgodę na śmierć - akceptuje brak tlenu.
Nie wytworzył odruchu obronnego - automatycznego oddychania w czasie snu.
Zaczyna za to wytwarzać automatyzm zastępczy:
automatyzm podłączania się do sprzętu.
Budzi się w Leo instynkt przeżycia...







