- Szwecja jest w Azji! Głupota, czy nie głupota? Pomidory rosną na drzewach! Głupota, czy nie głupota?
Na Antarktydzie jest gorąco! Głupota, czy nie głupota?.....
i mają charakter przyrodniczy i geograficzny.
A potem rozchichotał się jak zawsze, po każdej nieźle wymyślonej głupocie...
Leo przez chwilę wpatruje się w mapę i legendę po czym oznajmia:
- W Chile nie mieszka dużo ludzi.
- A dlaczego?
- Po pierwsze, Chile nie jest duże. Poza tym, spójrz na mapę, nie wszędzie dobrze się mieszka.
Na południu muszą być bardzo ciężkie warunki. Zobacz, to już prawie koło podbiegunowe.
I do tego są tu wysokie góry, czyli zapewne jest zimno, wietrznie. Ludzie mieszkają głównie na północy.
Leo zachwycony nową wiedzą wraca do analizy, by po kilku sekundach wyrazić gwałtowny sprzeciw.
- Nie!
- ?
- Na północy też nie mieszkają ludzie, bo tam jest pustynia. Mieszkają po środku. O tutaj.
Co to będzie dalej!??!?!? Co będzie dalej? Strach pomyśleć.
Wydarzenie to miało miejsce siedem miesięcy temu i nie wiedzieć czemu umknęło zapisowi.
Leo miał wówczas cztery i pół roku, zaczynał drugi sezon w przedszkolu.
Leorodzice w pocie czoła i z obłędem w oku pracowali nad premierą spektaklu teatralnego.
Dużo czasu spędzali na próbach i wielkim nakładem wysiłku opracowywali logistykę każdego dnia.
I jak to zwykle bywa, na dwa dni przed premierą wszystko się rypnęło.
Leopielęgniarka zachorowała, tym samym nie mogąc asystować Leo w przedszkolu.
Trzeba było załatać dziurę i na gwałt znaleźć inną pielęgniarkę,
która sprawowała by opiekę nad Leo w czasie godzin przedszkolnych.
Wszystkie zaprzyjaźnione i zaufane panie nie mogły.
Wybuchła panika.
Spektakl był w proszku, emocje sięgały zenitu. Koszmar.
W końcu, Leorodzice zadzwonili do nowej pielęgniarki, E,
która od stycznia miała przejąć Leo w ramach opieki w domowej wentylacji.
- Pomoże pani?
- Pomogę.
Leomama spotkała się z E. w przedszkolu.
Przedstawiła ją Leo (okazało się, że znają się ze szpitala),
przedstawiła Paniom z przedszkola,
wyjaśniła jak często trzeba odsysać Leo i sprawdzać saturację,
przekazała sprzęt,
klucze do domu,
tysiąc razy upewniła się, czy wszystko jest jasne i w porządku,
adres i instrukcję dojazdu do domu obiecała wysłać SMSem
i ze ściśniętym żołądkiem pognała do pracy.
O godzinie szesnastej, gdy wkładała klucz do drzwi mieszkania, zamarła ze zgrozy!
Przypomniało jej się, że zapomniała.
Nie wysłała adresu!!!!!
Na dworze lało.
Gdzie oni są? Czemu nie dzwonią?! Ratunku!!!
W panice wbiegła do mieszkania, w myślach wyzywając się od nieodpowiedzialnych kretynek,
jednocześnie szukając telefonu w torbie oraz informacji w pamięci,
o której godzinie miała ostatni update z przedszkola...
Gonitwę myśli i czynów przerwał niespodziewany dźwięk, który dobiegł jej uszom.
Śmiech Leo.
Stanęła osłupiała.
Jej oczom ukazał się dumny Leo prowadzący E. za rękę.
- Jesteście!!!!???? Skąd miała Pani adres?
- Nie miałam.
- ????????
- Leo mnie przyprowadził.
Kwoli wyjaśnienia: z przedszkola na przystanek jest dziesięć minut drogi - opłotkami i skrótami,
potem trzeba wsiąść we właściwy autobus, przejechać 3 przystanki,
a potem jeszcze maszerować przez 10 minut.
Oczywiście trzeba też znać numer domu i mieszkania.
Leomama długo nie mogła otrząsnąć się z wrażenia...
Leo poradzi sobie w życiu!![]()
PS. Znalazł się złodziej Emilkowego samochodu. Niestety po samochodzie ani śladu.
Zachęcamy zatem do wparcia akcji prowadzonej przez Pomorskiego Centrum Napraw Pojazdów.
Więcej info tu > Klik
Na lokum wybrał sobie pewną ciemną, ciepłą jamę. I zagnieździł się w niej ochoczo.
Rodowód Staphylococcusa Aureusa jest szpitalny.
Staphylococcus Aureus pochodzi z drugiego piętra CZD,
a nora, którą sobie ongiś Staphylococcus Aureus upatrzył
to świeży otwór w szyi pewnego noworodka.
Od tej pory są nierozłączni:
Leo jest nosicielem Gronkowca.
Gronkowiec mieszka w Leo.
I się nie wyprowadzi.
Nigdy.
Na szczęście, Gronkowiec jest z natury dość leniwy.
Na ogół pozostaje nieaktywny, śpi sobie i stara się nie przeszkadzać.
Czasem jednak jakiś bodziec wytrąca go ze snu
i wówczas daje nieźle popalić.
I tak właśnie stało się ostatnio.
Pan Złocisty niespodziewanie poderwał się do działania i ruszył do ataku.
Wydzielina w dziurze stała obfita, intensywna i lepka,
Nic nie pomagało.
Inhalacje, opukiwanie, wymiana rurki, syropki, wlewanie w Leo hektolitrów płynów.
Sytuacja zaczęła robić się dramatyczna.
Co rusz zatykała się rura, do której nie można było włożyć cewnika i odessać wydzieliny.
Zaczęły się spadki saturacji. Blokada oddechu.
Gluty w nosie, gluty w dziurze - w ilościach bynajmniej niehomeopatycznych.
Wzrost obfity. Odporność wspaniała.
Laboratorium, które bakterię wyhodowało dało Leotacie karteczkę,
a na odwrocie karteczki zalecenia, odnośnie substancji, którą można intruza spacyfikować.
bo substancje z listy były toksyczne, lub zupełnie jej nieznane.
i wspólnie rozpoczęli śledztwo, co to za substancje i w jakich lekach się kryją.
Dedukcja doprowadziła ich do inwazyjnych, ostrych antybiotyków, wyłącznie dla dorosłych.
Zadzwonił Leotata do Leolekarki.
- Zastrzyki - zawyrokowała Instancja - Domięśniowe! Przez dwa tygodnie!
Przez dziesięć dni.
A potem się okaże.
Może Staphylococcus aureus zaśnie.
Na kolejne pięć lat.
Leo też ma swoją torebkę.
Ale nosi w niej coś zupełnie innego.
Leo w swej małej czarnej torebce nosi WOLNOŚĆ.
I odkąd ma ową torebkę (a torebka działa) i on jest do niej podłączony,
Dzięki torebce, może oglądać film w kinie i spektakl w teatrze,
Może wyjsć z rodzicami na wieczorna imprezę i zupełnie się wyluzować,
I przede wszystkim, może zrobić coś, co należy się każdemu dziecku:
W każdym miejscu.
W restauracji, w pociągu, w parku, w lesie, w samochodzie.
Podczas ostatniej wizyty u Kuby, Leo podpatrzył jak jego kolega,
wraz ze starszym bratem gra w warcaby.
Zainspirowany wyraził pragnienie, że on też!
On też chce, chce mieć warcaby i grać w warcaby.
I tak też się stało.
Na osłodę szwedzkiej eskapady,
dostał od rodziców komplet do gry
(w pięknej walizeczce, która ucieszyła go chyba najbardziej).
I przystąpił do zabawy.
Zasady załapał w trymiga.
O co chodzi, jak ruszają się pionki,
jak się blokuje przeciwnika, co robi damka,
które pola są bezpieczne, a które nie.
Szybko jednak okazało się,
że skrzydeł rozwinąć nie może.
Wyrosła przed nim nieoczekiwana przeszkoda.
Nie do pokonania.
Przeszkoda natury etycznej!
Po raz kolejny potwierdził się fakt,
że Leo jest stuprocentowym pacyfistą,
o poziomie agresji znacznie niższym od matematycznego zera.
Leo cudzych pionków zbijać nie może.
Zwłaszcza, jak należą do mamy.
Bo jak tak w ogóle można?
Podpuszczać, rabować, niszczyć?
On nie!
On nie chce nikogo krzywdzić,
nikomu nic zabierać, cudze jest cudze.
I koniec!![]()
Ps. Sporo czasu minęło zanim Leo pokonał samego siebie i zbił cudzego pionka.
Obecnie dopuszcza już nawet bicie podwójne.
Pracujemy nad potrójnym.
że ludzie śpiący z pejserami znacznie lepiej wysypiają się niż ci wentylowani respiratorem.
Fajnie, pomyśleli Leorodzice, choć wówczas nie mieli pojęcia, co to znaczy.
Co znaczy wyspane dziecko...
A wyspane dziecko, to zupełnie nowe dziecko.
Erupcja energii, wulkan żartów, gejzer pomysłów.
To dziecko rozbrykanie i rozdokazywanie.
To dziecko biegające, szalejące, wspinające się na stoły, które przedtem go w ogóle nie interesowały.
To dziecko pewniejsze siebie, rozgadane i rozchichotane.
To również dziecko pyskujące, uparte, stanowcze i z tupetem!
Wyspane dziecko zachowuje się jak kot pod wpływem kocimiętki.
Wszystkim, którym powyższy zestaw nie odpowiada,
Leorodzice zasadniczo odradzają zamiany respiratora na pejsery.
A sami nie mogą się nadziwić i nacieszyć przemianie.
Wystarczyły dwa tygodnie!!!
PS. Dziękujemy wszystkim, którzy wsparli akcję poszukiwania emilkowego samochodu!!!
W sumie z Leobloga i Polskiej Fundacji CCHS udostępniono informację blisko 1000 razy!!!
Wspaniale zachowali się również dziennikarze, którzy zrealizowali materiał interwencyjny.
Dziewczyny pojawiły się między innymi w TVN24 (polecamy materiał), Teleexspresie, Radiu Gdańsk, Onecie!
I co najważniejsze, dobrzy ludzie wypożyczyli im samochód, także na najbliższe tygodnie są zabezpieczone.
A my nie tracimy nadziei, że auto się znajdzie!!!!







